W chwili, gdy piszę ten tekst, od targów minął już ponad tydzień. Tydzień, w którym zdążyło wydarzyć się wiele. Co takiego? Do jakich wniosków skłania mnie to, co mogliśmy w tym czasie zobaczyć? Po kolei, na start muszę powiedzieć choć kilka słów o zimowej edycji Pitti.
Póki co każda podróż do Florencji była tylko lepsza od poprzedniej. Pitti Uomo to zjazd optymistów. Mówię to z pełnym przekonaniem. Mimo tego, że nieoficjalnym tematem przewodnim ostatniej edycji było zmęczenie (ot, jak widać, narzekanie to nie tylko polski zwyczaj). Zawsze przyjemnie, choć na kilka dni zanurzyć się w specyficznej atmosferze tego miejsca i czasu na Ziemi.
Każda kolejna edycja w moich oczach różniła się diametralnie od poprzedniej. Może to dlatego, że po prostu wciąż na miejscu spotyka mnie wiele nowych doświadczeń. Ktoś, kto był na targach dziesięć czy piętnaście razy (jest takich wielu!), zapewne inaczej przeżywa to, co się tam dzieje. Dla mnie to wciąż budujące doświadczenie. Możliwość spotkania i prawdziwych interakcji z ludźmi, którzy przynajmniej w jakiejś części podzielają moje zainteresowania, pozwala poszerzyć horyzonty.
Z tego powodu, jeśli tylko stan rzeczywistości nie pokrzyżuje mi planów, postaram się na kolejną edycję pojechać znów. Zobaczymy.

Wspomniałem we wstępie, że od zakończenia targów wiele się wydarzyło. Menswear to rozbudowana zabawa i nie kończy się tylko na tej konserwatywnej (co i tak bezustannie się zmienia) imprezie we Florencji. Co jeszcze warto mieć na oku?
Najpierw Mediolański Tydzień Mody (16-20.01) oraz organizowany zaraz po nim Paryski Tydzień Mody (21-25.01). Wiem, wiem… cokolwiek z Fashion Week w nazwie, to może nie do końca oczywisty kierunek dla tych, którzy najgłebiej wierzą w klasyczny tailoring. Myślę, że szkoda – bo można wiele się nauczyć.
W piątkowy wieczór w Mediolanie nową kolekcję pokazał światu Ralph Lauren. Po przerwie trwającej dwie dekady powrót na wybieg. W stolicy Lombardii, nie Toskanii. Pokaz ten odbił się zresztą szerokim echem w mediach branżowych i społecznościowych. Jeśli nie widzieliście, polecam serdecznie rzucić okiem, choćby tutaj.

Co tu dużo mówić. 100% Ralpha w Ralphie i mnóstwo odniesień do tego, co zwykle – Ivy, workwear, british country i tak dalej. Jak moje wrażenia? Cóż, o ile czasem odniesienia do innych znanych rozwiązań są aż zbyt dobrze widoczne… wciąż przyjemnie zobaczyć coś takiego. Choćby ze względów edukacyjnych! W końcu oko najlepiej trenuje się na przykładach.
W Paryżu natomiast zabiorę was trochę dalej od tego, co znane. Tu tailoring wygląda inaczej, czy zaryzykowałbym stwierdzenie LEPIEJ…?
Jeśli dotarłeś do tego miejsca i interesuje Cię to, co czytasz, zapisz się do naszego newslettera. Kolejne teksty z serii Wielkie zamieszanie będą się tam pojawiać regularnie!
ZAPISZ SIĘ
Na dobry początek spójrzmy na to, co pokazał nam Dries Van Noten. Choć czerpanie z militariów to nic nowego, ciekawie jest patrzeć na to w odsłonie kogoś o innym podejściu. Odmiennym, niż to najlepiej mi znane. Belgijski projektant nie rezygnuje z krawatów, inspiruje się pasami smokingowymi i zdecydowanie potrafi w odzież przeciwdeszczową. Choć nic z tego może nie być takie, jak się spodziewamy.

Na alternatywę stawia Lemaire. Tu wypatrzeć możemy niespodziewane odniesienia do workwearu. Powiem więcej! Gdyby to, co definiujemy jako “old money”, wyglądało tak, jak na pokazie francuskiej marki, może nawet byłbym skłonny się do tej estetyki przekonać.

Wracając do pytania powyżej – okej, póki co raczej nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że lepiej. Już tłumaczę dlaczego. Wszystko, ponieważ ja w tailoringu, oprócz formy (kroju, wizji sylwetki, które na tygodniach mody były serio ciekawe), bardzo cenię również widoczne rezultaty pracy ludzkich rąk. Pracy artystów, którzy wkładają w to, co widzimy i nosimy, swoje umiejętności i czas. Ale! Bazuję jedynie na zdjęciach i filmach z pokazów, kto wie, jak to wszystko wygląda na żywo. Czyżby najwyższy czas przekonać się na własnej skórze?
Dopowiem jeszcze. Co ciekawe, do Paryża na tydzień mody już od pewnego czasu wybierają się osoby znane z naszego podwórka… Maximilian Mogg, Jeremy Kirkland (Blamo) czy Lawrence Schlossman (Throwing Fits). A to tylko kilka z twarzy znanych w branży.

Oh! Wspomniałem o budujących doświadczeniach na Pitti. Znaczna większość ludzi wyjeżdża z Florencji w piątek do południa. Mało kto wybiera się jeszcze na targi, choć w rzeczywistości piątek to po prostu kolejny dzień targowy. Nas do Fortezzy popchnęła… wygoda. Przejście przez ten teren skracało drogę na parking. To, co zastaliśmy na miejscu, było dla mnie zaskoczeniem. Spotkaliśmy grupy młodzieży w wieku na oko nastoletnim. Lekko licząc, w sumie może z dwieście osób? Prawdopodobnie więcej. Wygląda na to, że to nic innego jak wycieczki dzieciaków, które siedzą w modzie. Po co? By mogły na własnej skórze zobaczyć, jak wyglądają tego typu wydarzenia w branży i mieć do czynienia z fizycznym produktem. Tak pracuje się u podstaw nad branżą fashion we Włoszech.
Kończąc – czy tego chcemy, czy nie, branża zmienia się non stop, tak produkty, jak i ci, którzy za nimi stoją. Czekam z niecierpliwością na dalszy rozwój fabuły.
Zdjęcie z pokazu RL pochodzi z artykułu na stronie WWD. Wszystkie zdjęcia z pokazów Dries Van Noten i Lemaire pochodzą ze strony Fédération de la Haute Couture et de la Mode. Zdjęcia Maximiliana Mogga, Jeremiego Kirklanda oraz Lawrence’a Schlossmana pochodzą z ich profili na Instagramie, oznaczonych w tekście powyżej.
Łukasz Lenczyk – piszę o tym, jak widzę życie i jak czuję modę. Kupuję vintage, szyję, stylizuję i staram się nie stracić z oczu tego, co ważne. Od 2024 roku współredaguję internetowy Magazyn REWERS, a od niedawna również regularną kolumnę Wielkie zamieszanie w obrębie newslettera Macaroni Tomato.






