Potrzebujesz pomocy? Napisz do nas lub zadzwoń +48 790 227 088

Nasze butiki: Warszawa (szczegóły) / Wrocław (szczegóły)

3 kwietnia 2026

UBRANIE JAKO ŚWIADECTWO OBECNOŚCI

Wywiad z Przemysławem Bociągą, redaktorem naczelnym Analog Mag.

MT: Przemku, jesteś pomysłodawcą i redaktorem naczelnym magazynu Analog. Domyślamy się wszyscy, że jest on o fotografii. Ale powiedz mi, dlaczego taka nazwa, która dość mocno określa pewien jej typ? 

PB: Chodzi o podejście do robienia zdjęć, niekoniecznie o materiał, na którym je robimy. Dzisiaj fotografia jest naznaczona, jak zresztą większość innych dyscyplin, przesytem cyfrowości. W fotografii odpowiedzią na to jest właśnie analogowość, w innych dziedzinach życia możemy mówić o slow life. Myślę, że ta materialność, fizyczność, to coś, czego nasza dzisiejsza kultura nas bardzo pozbawia. Tej faktury, którą czujesz pod palcami. Nie bez powodu to telefon stał się symbolem cyfrowości: coś śliskiego, płaskiego i czarnego, pozbawionego właściwości. Nasze zmysły domagają się rehabilitacji. 

Z wykształcenia jestem antropologiem kultury, więc jestem nauczony, że antropolodzy i etnografowie badają i dbają o kulturę materialną, ubrania, sprzęty, sposoby przygotowywania jedzenia i tak dalej.  Tylko kiedy dochodzi do antropologii kultury XXI wieku, ta materialność nam ucieka.  

MT: Powiedz w takim razie o twoim własnym życiu. Na ile ta analogowość i zamiłowanie do rzeczy fizycznych, namacalnych, przekładają się na twoje wybory w innych sferach życia. 

PB: W tej chwili jedyną analogową rzeczą, na jaką mnie stać, jest analogowy magazyn drukowany, więc gdyym zaczął opowiadać, że jestem slow liferem i mam tylko ubrania szyte na miarę, to bym skłamał. Ale na przykład kiedy pisałem kiedyś teksty z długim deadlinem, to zdarzało mi się je pisać na maszynie. Uważam, że to jest naprawdę najlepszy sposób pisania. Maszyna do pisania daje fizjologicznie dobre tempo pracy. Starasz się przemyśleć rzeczy. To samo mówią fotografowie analogowi: że starają się wiedzieć, co zrobią, zanim to zrobią. Praca na komputerze tego nie daje. 

MT: Ale tu dotykamy pewnego problemu. Ludzie bardzo często mylą dwa pojęcia. Uważają, że jeśli coś jest analogowe (zdjęcie, płyta gramofonowa), to z definicji jest lepsze. A tak nie jest. Bo współczesne źródła cyfrowe przewyższają analogowe co do jakości mierzalnej technicznie. Wybór analogowości nie jest racjonalnym wyborem wyższej jakości, ma on w sobie coś innego. 

PB: Jest jedno pytanie, które staram się zadać jak największej liczbie fotografów. A mianowicie, czy sądzisz, że na kliszy robisz inne zdjęcia. Czy jesteś w stanie rozpoznać, patrząc na zdjęcie: analog czy cyfra? Są osoby, które twierdzą, że w stu procentach. Ale większość mówi, że nie chodzi o efekt, ale sposób pracy.  Tak jak z moją maszyną do pisania. Tu chodzi o zwiększenie tarcia, jak to się określa w branży user expirience. Musisz się zastanowić, zanim zrobisz zdjęcie, więc zupełnie inaczej pracujesz. 

MT: To dotyka moim zdaniem kolejnego aspektu, który jest obecny również w modzie, a mianowicie ryzyka. Wyjmując aparat cyfrowy, podejmujesz o wiele mniejsze ryzyko niż przy analogu. Możesz zrobić kilka tysięcy zdjęć i później niemal cuda w Photoshopie. W modzie odpowiednikiem tego jest szycie na miarę i kupowanie ubrań z wieszaka. Szycie na miarę zawsze się łączy z ryzykiem, że dopiero za jakiś czas zobaczysz, jak ten kolor czy wzór zagra. A decyzję trzeba podjąć już. Czym dla Ciebie są ubrania analogowe, a czym „cyfrowe”?

PB: Na pewno szycie na miarę jest rodzajem właśnie takiej „analogowości”, ale nie ze względu na technikę, bo ona jest taka sama jak przy wysokiej jakości ubraniach z wieszaka. Chodzi właśnie na ten element oczekiwania, niewiadomej. Do końca nie wiesz jaki będzie efekt. Ale jest jeszcze jedno. Dobre „analogowe” ubrania są zawsze w procesie. Nigdy nie są skończone. Starzeją się, układają do ciała, patynują. Stąd rynek znoszonych Conversów. To jest ciekawe. 

MT: To prawda. Szlachetne materiały są mniej trwałe niż poliester, ale za to pięknie się patynują. Czyli znów chodzi o wybór pewnej estetyki, a nie technicznych właściwości tkaniny. 

PB: Nie jestem przesadnym denimheadem, ale mam dżinsy, które udało mi się doprowadzić do takiego stanu, że są znoszone zanim się zniszczyły.  Mają kształt telefonu odciśnięty na kieszeni i wszyscy na to zwracają uwagę. To jest prawie do białości wytarte. I te dżinsy są świadkiem mojej obecności, mojego życia. One stały się osobiste w prawdziwy sposób. Wydaje mi się, że to jest superważna rzecz, że to życie nie jest zakończone jeszcze na żadnym etapie. To ślad życia.

MT: Przemku, na koniec powiedz, gdzie szukać Analogu i zachęć czytelników bloga Macaroni Tomato, żeby sięgnęli po ten tytuł. 

PB: Szukać w dobrych księgarniach i na analogmag.pl, oczywiście. Tam możecie kupić magazyn, znajdziecie też listę księgarni, które w tej chwili go oferują. 

A jak zachęcić? Chyba tym jak bardzo szeroko traktujemy zagadnienie fotografii. Jako pretekstu do opowiadania o naszej materialności, o stylach życia, ale też pokazywania naprawdę wybitnych, wyjątkowej klasy zdjęć.

MT: Dziękuję za rozmowę. 

Twój koszyk

star star-empty