Dolce Vita na wakacjach
Zimowy wyjazd w ciepłe kraje to stały element mojego kalendarza i sposób na skrócenie polskiej zimy. Tym razem padło na Meksyk. Pierwszy raz w życiu miałem lecieć za Atlantyk. W planie mieliśmy cztery dni w Mexico City, a później zwiedzanie Jukatanu.
Poza logistyką (podróżowaliśmy sami, bez wsparcia biura podróży) i obawami o bezpieczeństwo (jak się okazało – nieuzasadnionymi), wyzwaniem była garderoba. Jak się ubrać na meksykańską zimę? Styczeń i luty to tutaj najzimniejsze miesiące w roku, a w dodatku miasto Meksyk leży na 2000 m n.p.m. Ma być zimno, ale dla Polaka „zimno” znaczy coś zupełnie innego niż dla mieszkańca Ameryki Środkowej. Z kolei końcówka na Jukatanie, zwłaszcza w Tulum, może być upalna. Jak to wszystko połączyć w zgrabną całość i zmieścić do połowy walizki o wadze 23 kg?
Moimi najlepszymi przyjaciółmi okazały się koszule OCBD. Zabrałem trzy: białą, niebieską i różową.


Jak wiecie, Oxford jest dość grubym i ściśle tkanym materiałem. Nie ma przewiewności lnu, który byłby zapewne lepszym wyborem na lipiec czy sierpień. To jednak koszula, która w cieplejsze dni w zupełności wystarczyła jako jedyna warstwa, a wieczorami wystarczyło narzucić na nią workwearową kurtkę z grubej bawełny. W upalne i słoneczne dni wysoki kołnierzyk na guziczki chronił kark przed słońcem, a długie rękawy – ramiona.
Dwie z trzech koszul miały kieszonkę piersiową z przeszyciem – idealną na okulary przeciwsłoneczne lub dekielek od aparatu. Gruby materiał sprawił też, że świetnie zniosły trudy podróży i intensywnego użytkowania. Jak dla mnie, to niezastąpiony rodzaj koszuli z kategorii „wear and tear” (choć w tym przypadku nie do zdarcia!).
Wybaczcie plamy z ceviche, które widać na zdjęciach. Wakacje rządzą się swoimi prawami.

CDMX
Prawdopodobnie największym zaskoczeniem podróży była stolica. Mexico City jawiło mi się jako potwór o 22 milionach głów. Przed oczami miałem Bangkok z bzyczącymi skuterami i ulicami duszącymi się od spalin. Wydawało mi się pewne, że miasto tej wielkości musi być uciążliwym, niemożliwym do życia molochem. Byliśmy przekonani, że po czterech dniach wyjedziemy z CDMX zmęczeni i przebodźcowani.


Nic z tych rzeczy. Funkcjonowaliśmy głównie w dzielnicach Juarez, Roma Norte, Condesa i w historycznym centrum. Ich tempo i nastrój przypominały Żoliborz Oficerski w słoneczną niedzielę. Zero pośpiechu, napięcia, klaksonów czy przepychania. Wciąż zadaję sobie pytanie: jak tak wielkie miasto może funkcjonować na takim luzie? Odpowiedź musi kryć się w osobowości Meksykańczyków. Mexico City jest najbardziej hipsterskim, wyluzowanym i zielonym miastem, jakie widziałem.
Rio Lagartos – szmaragd ukryty nad Zatoką Meksykańską
W książce „Głosy starego morza” Norman Lewis opisuje Farol – małą rybacką wioskę na hiszpańskim Costa del Sol tuż po II wojnie światowej, jeszcze przed erą masowej turystyki. Farol w jego opisie jest miejscem magicznym, nieskażonym, na marginesie świata. Lewis kreśli obraz tak pociągający, że odkąd przeczytałem tę książkę, chciałem odnaleźć swoje własne Farol.


Znalazłem je w połowie drogi między Cancun a Meridą. Nazywa się Rio Lagartos. Przyjeżdża się tutaj, by pływać łodzią po lagunie, wypatrywać krokodyli wśród korzeni namorzynów oraz flamingów, które są symbolem okolicy.
To miejsce poza czasem. Nie w sensie zacofania – miejscowy rybak opowiadał mi, że najlepsze miejsca połowu homarów (specjalność wioski) oznaczają GPS-em. Rio Lagartos jest poza czasem, bo on tam po prostu nie płynie. Nie ma wczoraj i nie ma jutra. Jest tylko skąpana w słońcu, pyszniąca się ciszą i smakująca homarami teraźniejszość.




Jeśli jakimś cudem tu traficie, koniecznie wypijcie piwo w barze 7 copas. W menu nie ma nic innego. Do piwa podawana jest jednak gratisowa przekąska – ceviche z krewetek. I to właśnie plamy z tego ceviche widzicie na mojej koszuli.
Jednak największym skarbem Meksyku są ludzie. Niebywale radośni i otwarci, przyjaźnie zagadujący i zainteresowani turystami. Nie ma w nich handlowej nachalności jaką znam z Afryki, ani grzecznego chłodu Azjatów. Tu- serce na dłoni.


Przypominam też, że cały czas trwa FINAL CUT wyprzedaży jesiennej kolekcji. Kupisz w jej ramach rzeczone koszule!






