Menu Shop-online
12 stycznia 2018 r. TEKST: Mateusz Tryjanowski

Czy poszetka jest zawsze niezbędna?

Poszetka często bywa pierwszym krokiem początkujących elegantów w stronę “wyższego poziomu” w ich ubiorze, zatem każdy neofita na tytułowe pytanie zapewne bezrefleksyjnie odpowie “tak”. Gdy jednak wejdziemy w ten temat trochę głębiej, czy wciąż będzie to słuszna odpowiedź?

Zacznijmy prosto z mostu: poszetka to nie jest niezbędny element garderoby. Nie każdy musi ją lubić, nie zawsze trzeba ją nosić. Oczywiście, że miło móc włożyć ten pięknie zdobiony, ręcznie obszywany kawałek materiału do brustaszy – ale można dobrze wyglądać także bez poszetki. I nie, nie każdy zestaw wygląda goło bez niej – w końcu czasem less is more.

Czy usłyszeliście od kogoś kiedyś sakramentalne pytanie “co żeś się tak wystroił”? Obserwowaliście zdziwione spojrzenia? No właśnie. Pewnie każdy z nas zna to uczucie, kiedy jego strój nie do końca spotyka się z dobrym odbiorem. Niektórzy pewnie się zbuntują i powiedzą, że lubią być “overdressed” – dobrze, ale trzeba zdać sobie sprawę z tego, że jest to podejście nieco buńczuczne i aroganckie. Są takie okoliczności, kiedy po prostu nie przystoi.

Najpoważniejszym przykład – pogrzeb. Do stroju żałobnego możemy założyć białą poszetkę, ale niekoniecznie musimy. Z resztą właściwie czemu byśmy mieli? W takich okolicznościach naszym celem nie jest raczej ani rozświetlanie swojego stroju, ani chęć wyróżnienia się z tłumu. Jeżeli podejrzewamy, że większość żałobników nie będzie mieć poszetki, także zostawmy ją w domu – będzie to bardziej odpowiednie. Co innego, gdy jesteśmy na bardzo formalnym pogrzebie, np. w rodzinie królewskiej – wtedy obie opcje są dozwolone.

Powyższy przykład to stroje z pogrzebu księżnej Diany – pustą brustaszę ma Lord Charles Spencer (brat Diany), u Karola, Harryego i Williama możemy dostrzec nieśmiało wychylające się, prawdopodobnie białe, poszetki; jedynie książe Filip ma wyraźnie wyeksponowaną. W takich okolicznościach strój każdego z nich jest odpowiedni.

Innym przypadkiem może być rozmowa o pracę, szczególnie w zawodach, gdzie nie obowiązuje rygorystyczny dress code. Czasem lepiej nie wyróżniać się zbytnio, aby nie uchodzić za pretensjonalnego – choć np. w tzw. branży kreatywnej więcej uchodzi bezkarnie.Nawet gdy pracę już dostaniemy, powściągliwość w ubiorze może popłacać. Kiedy np. wszyscy do biura przychodzą w samej koszuli, a my koniecznie chcemy założyć marynarkę – wybierzmy do niej albo krawat, albo poszetkę. Choć brzmi to nieco szokująco z ust miłośnika dobrego stylu, sam muszę przyznać, że są sytuacje, kiedy te dwa akcesoria występujące razem to już zbyt wiele. Nie chcemy przecież być chodzącą choinką, prawda?

Czas wreszcie przejść do naszej ulubionej kwestii, czyli… estetyki. Podejrzewam, że gdyby rozważyć ogół “ładnych” zestawów, w 95% poszetka rzeczywiście jest urozmaiceniem, dodatkowym “smaczkiem”, który pozwala dodać nam więcej kolorów i faktur do stroju. Jednak w tych pozostałych 5%… jest zbędna. Są takie marynarki, które same w sobie są na tyle wyraziste, że po prostu nie potrzebują niczego więcej w brustaszy. Duże kraty, mocne kolory czy bardzo szerokie klapy przykrywające kieszonkę piersiową – odpuśćmy poszetkę.

I jeszcze dodając na sam koniec – Panowie, lepiej nie mieć poszetki wcale, niż złożyć ją w tak krzywdzący sposób 😉

 

 

 

 

We wpisie wykorzystano zdjęcia z express.co.uk, clothesonfilm.com i tie-a-tie.net