Menu Shop-online
4 sierpnia 2017 r. TEKST: Michał Frąckiewicz

Garnitur na miarę – pierwsze zamówienie MTM

Pierwsze zamówienie miarowe to zwykle ogrom emocji, informacji i decyzji do podjęcia. Zamawiając garnitur na miarę zależy nam na tym, by uzyskać produkt, z którego będziemy w 100% zadowoleni, a nie jest to takie proste. Przeczytajcie jak potoczyły się losy mojego pierwszego zamówienia i czy zakończył się ono sukcesem.

Garnitur na miarę powinien być piękny, uniwersalny, dopasowany do konkretnej sylwetki, wszechstronny, niezwykły, ponadczasowy. Za dopłatą mógłby jeszcze pozwalać nam latać i razić laserami naszych stylistycznych przeciwników. Bądźmy jednak realistami. W końcu nawet szyty dla nas garnitur to wciąż tylko garnitur. Ba, szyty na miarę wymaga od nas jeszcze więcej odpowiedzialności, niż ten kupiony z wieszaka. W przypadku systemów szycia na miarę (MTM) możemy jej część zrzucić na doradcę zbierającego miarę. Co jednak w przypadku, gdy sami jesteśmy tym doradcą? Przeczytajcie kilka wynurzeń wprost zza krawieckiego centymetra!

Doświadczenie w zbieraniu miary, selekcjonowaniu tkanin, dopasowywaniu do konkretnej sylwetki, wymogów formalności, czy okazji, okazało się moim największym wrogiem. Zwykle wystarczy podać kilka podstawowych informacji lub mieć jakąś wstępną wizję projektu. Wtedy po czasie potrzebnym na produkcję, możemy opuścić salon z wymarzonym ubraniem. W moim przypadku proces decyzyjny, jaki garnitur chciałbym uszyć jako pierwszy, trwał kilka miesięcy. Jeśli próbowaliście kiedyś rozsądzić spór między uniwersalnością, praktycznością i pięknem, wiecie w jakiej znalazłem się sytuacji.

Zastanawiałem się, czy powinienem postawić na najbardziej formalny model. Taki, który sprawdzi się we wszelkich oficjalnych sytuacjach pokroju ślubu znajomych, wizyty na uroczystym obiedzie, czy ważnej rozmowie w pracy. A może uszyć coś co bardziej pasuje do mojego codziennego stylu? Wtedy musiałby to być model nieco odważniejszy, w ciekawym kolorze lub wzorze, z nietypowej tkaniny i z ciekawą personalizacją. Jestem przecież pasjonatem i lubię wyrażać swój styl ubiorem.

Niestety, dwie powyższe kwestie bardzo trudno pogodzić. Garnitury formalne powinny być jak najprostsze, wręcz lekko nudne, zaś w tych odważniejszych, formalność leci na łeb, na szyję z każdym dodanym “gadżetem”. Nie przepadam również za półśrodkami, bo często jest tak, że jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Mimo to, tym razem chyba udało mi się znaleźć mityczny złoty środek. Garnitur na miarę, który spełniałby moje stylistyczne oczekiwania, a jednocześnie był na tyle prosty, że sprawdzałby się podczas tych oficjalnych okazji, które nie są najbardziej formalne. Odpada zatem własny ślub, ale już rodzinna impreza, czy wesele znajomych to okazje, w których mój model dobrze się odnajdzie. Czy powstał idealny garnitur na miarę? Z pewnością nie, dla wielu osób może wydawać się zbyt sportowy. Czy jest uniwersalny? Piekielnie, a na dodatek mam opcję rozkompletowania marynarki i spodni, z czego skwapliwie korzystam od czasu do czasu.

Jakie zatem były moje wybory? Tkanina wełniana, ale to nie błyszcząca wełna czesankowa, a taka o nieco bardziej otwartym splocie i matowej fakturze. Padło na tropik od Fratelli Tallia di Delfino, o skrętności 130S i wadze 250g. Tkanina dość lekka, bardzo przewiewna, ale sprężysta, dzięki czemu nie gniecie się zbyt mocno. Przetrwała 10dniową podróż w bagażniku samochodu i wymagała raptem delikatnego odświeżenia. Kolor wypada gdzieś pomiędzy ciemnym niebieskim, a jasnogranatowym. Jest dość intensywny, ale w zamyśle garnitur ma mi służyć w cieplejszych miesiącach. Powiedzmy, że mniej więcej od marca/kwietnia do września/października, w zależności od panującej pogody.

Mój garnitur na miarę ma raczej sportowy fason. Miękkie wypełnienie ramion, nakładane kieszenie w marynarce oraz duże mankiety w spodniach. Dzięki temu marynarkę mogę nosić osobno jako blezer, a i spodnie zdarza mi się założyć solo od czasu do czasu. Oczywiście takie detale obniżają formalność garnituru, ale dokładnie o to chodziło, gdyż taka stylistyka pasuje do opisanej wyżej tkaniny.

Krój całości jest nieco obszerniejszy niż to co jest teraz na czasie. Przy mojej szczupłej sylwetce przydaje się kilka trików na optyczne poszerzenie tu i ówdzie. Klatka piersiowa jest uszyta w taki sposób, że nawet gdy w wewnętrznych kieszeniach mam telefon i portfel, to nie widać po nich śladu od zewnątrz. Marynarka jest dość długa, co dodaje jej nieco garniturowej “powagi”, a poza tym w końcu mogę się cieszyć modelem, który nie jest dla mnie zbyt krótki.

Spodnie są ciut szersze niż to, co obecnie modne i mają zaszewki z przodu. Ten nieco “dziadkowy” wygląd powoli wraca do łask i coraz częściej widuję go w branżowych mediach społecznościowych. Swoboda w udach i biodrach, dość wysoki stan i luźno opadająca nogawka, bez charakterystycznego opięcia na łydce, to cechy po których można rozpoznać tego typu spodnie. Zrezygnowałem ze szlufek, stawiając na mocne dopasowanie w pasie oraz wszycie guzików do noszenia szelek. Według mnie to dużo wygodniejsza opcja, szczególnie przy spodniach z wysokim stanem.

Efekt widzicie na zdjęciach, choć nie wszystko może być widoczne na pierwszy rzut oka. Nie mogłem odpuścić funkcjonalnych, ręcznie wykończonych dziurek przy rękawach marynarki. Pod kołnierzem ukryty jest wściekle turkusowy filc, a na nim spersonalizowany haft.  Zrezygnowałem z podszewki, pozostawiając tylko niewielki fragment na barkach, by zachować przewiewność, którą zapewnia tropik. Letniego i uniwersalnego charakteru dopełniają brązowe guziki z bawolego rogu.

Gdybym mógł coś poprawić lub zmienić w tym pierwszym zamówieniu, popracowałbym nieco nad dopasowaniem w biodrach (głębsze zaszewki) oraz zmienił podszewkę w rękawach na ciemniejszą, bo standardowa nieco prześwituje przy tak luźno tkanym materiale. Niewielkie zmiany jak na pierwszy raz, prawda? To, co mogę Wam doradzić, to zachowanie dystansu przy składaniu zamówienia na miarę. Dobrze jest na niektóre elementy spojrzeć chłodnym okiem i dwa razy się zastanowić, czy na pewno są nam potrzebne. Dzięki temu często można uniknąć efektu rozczarowania czymś, co wydawało się świetnym pomysłem, a w praktyce zupełnie się nie sprawdza. A jak Wam się podoba garnitur na miarę w wersji sportowo-tropikalnej?

Zdjęcia autorstwa Krzysztofa Majkowskiego: majkowskifoto.com

Shop the story