Menu Shop-online
21 lipca 2017 r. TEKST: Mateusz Tryjanowski

Dzisiejsze espresso: kubańska rewolucja?

Tegoroczne lato obfituje w zdjęcia ukazujące nowy trend w blogersko-modowym środowisku - kołnierzyk wyłożony na marynarkę. Nieważne, czy pod spodem jest koszula, popover czy koszulka polo - kołnierzyki zawędrowały na zewnątrz, uwalniając się z niewoli i ukazując światu w pełnej krasie.

Dzisiejszy wpis jest częścią naszego cyklu espresso, przemyśleń idealnych do poczytania przy szybkiej kawie.

Oczywiście jak na chwilowe mody przystało, także kołnierzyk wyłożony na wierzch nie jest niczym nowym. To zaledwie powracający trend, który szeroko był obecny chociażby w latach 80. Wystarczy przypomnieć sobie kultowy film “Człowiek z blizną” (szeroko znany pod oryginalnym tytułem “Scarface”), gdzie Tony Montana, grany przez Ala Pacino, bardzo chętnie wykłada kołnierzyk na swoje garnitury. Nawet te trzyczęściowe! Są to zarówno kołnierzyki klasyczne, jak i tzw. kubańskie, o których jeszcze opowiem. Całość wygląda nieco kiczowato, ale nadzwyczaj konsekwentnie.

Aby kołnierzyk od koszuli wyglądał dobrze wyłożony na marynarkę, musi posiadać kilka cech. Po pierwsze, nie może być zbyt mały. Krótkie wyłogi nie będą chciały się ładnie wywinąć, a także mogą być po prostu nieestetyczne. Po drugie, wskazane jest, aby nasz kołnierzyk nie miał zbyt szerokiego rozstawu – najlepszy będzie klasyczny kent albo półwłoski. Oczywiście jest możliwe, żeby inne kołnierzyki, jak np. włoski czy rozpięty button down (zwykle o rozstawie podobnym do kenta, ale dużo bardziej miękki) dobrze wyglądały. To zależy w dużej mierze od noszącego. Decydując się na tak odważny ruch, trzeba być pewnym siebie i dopracować spójny obraz stylizacji – w odpowiednich okolicznościach obronią się nawet powyższe typy kołnierzy.

Skoro już mowa o tym, jaki powinien być kołnierzyk, warto powrócić do wspomnianego wcześniej kołnierzyka kubańskiego, który dał nazwę dzisiejszemu wpisowi. Uogólniając, jest to kołnierzyk zaprojektowany tak, aby sam rozkładał się na boki. Nie posiada stójki i guzika pod szyją, a materiał między ostatnim zapinanym guzikiem i kołnierzykiem wywija się na zewnątrz, jak klapy w marynarce. Sam kołnierzyk leży z przodu płasko na froncie koszuli i ma skierowane mocno do środka wyłogi. Oryginalnie raczej niewielki, zaprojektowany do noszenia solo, rzadziej z marynarką. Kojarzony z tzw. wakacyjnymi koszulami (w tym ze słynnymi “aloha shirts”, u nas znanymi jako hawajskie), stał się bazą dla wszystkich kołnierzyków, które nosi się na, a nie pod marynarką. Obecnie pojawiają się nowe kołnierzyki o innych kształtach, ale podobnym założeniu – mocno nieformalny kształt, wymuszający noszenie ich w rozłożonej formie. Niektóre z nich wyglądają bardzo nietypowo, czasem wręcz groteskowo, jak na przykład kołnierzyk na zdjęciu poniżej, noszony przez Chada Parka z B&Tailor (po prawej stronie).

Zaryzykowałbym stwierdzenie, że czasami wyłożenie kołnierzyka to jedyne wyjście. Tak bywa w przypadku koszulek polo. Często są krzywdzone przez producentów karłowatym kołnierzykiem lub brakiem stójki, owocującym bezkształtną formą pod szyją. Po założeniu marynarki kołnierzyk uparcie się rozjeżdża i chowa, na czym cierpi i estetyka, i wygoda noszącego. Wtedy proste wyłożenie wyłogów na zewnątrz może drastycznie pomóc i uratować stylizację. Udany przykład noszenia polo z marynarką możemy zobaczyć na poniższym zdjęciu Łukasza Masłowskiego z bloga Outdersen.com.

Myślę, że przy postępującej “każualizacji” męskiej klasycznej elegancji trend wykładania kołnierzyka może pozostać z nami na dłużej. Oczywiście nie jest to coś, co pasowałoby do biznesowego garnituru, ale za to świetnie sprawdzi się w mocno nieformalnych, letnich zestawach. Nie zachęcam każdego do takich eksperymentów, bo to element wymagający nieco pewności siebie i wyczucia stylu. Ale w letni upał, w bardzo luźnej stylizacji – czemu nie!

 

We wpisie wykorzystano zdjęcie z wpisu na blogu Outdersen dzięki uprzejmości Łukasza Masłowskiego oraz zdjęcia z http://bntailor.tumblr.com/