Menu Shop-online
8 grudnia 2017 r. TEKST: Wojciech Szarski

Dzisiejsze espresso: dobrze ubrany mężczyzna

Kilka tygodni temu przygotowywaliśmy się do konkursu firmowego na forum But w Butonierce. Pośród pomysłów na formułę pojawił się też najprostszy - konkurs na najlepiej ubranego mężczyznę. Przy okazji rozgorzała wśród nas dyskusja o tym, co to właściwie znaczy być dobrze ubranym?

Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi – a właściwie odpowiedzi jest tyle, ilu jest odpowiadających. Sprawa “dobrze ubranego mężczyzny” na tyle mnie wciągnęła, że myślałem nad nią jeszcze kilka razy tego dnia. Odpowiedź objawiła mi się wieczorem, w trakcie kolacji z przyjaciółmi w jednej z warszawskich restauracji.

Do lokalu wszedł dobrze ubrany mężczyzna. Było to ewidentne dla wszystkich przy moim stoliku, co można było wyczytać z ukradkowych spojrzeń. Zacząłem w myślach rozkładać zestaw obserwowanego człowieka na czynniki pierwsze. Co zobaczyłem? Granatowy garnitur, białą koszulę, szary krawat, białą poszetkę, czarne oksfordy, srebrny zegarek na czarnym pasku. Właściwie tyle. Banał. Nic szczególnego. Mimo to, mężczyzna niewątpliwie był dobrze ubrany. Wszystko było dobrego gatunku (mówcie co chcecie, ale droga wełna różni się od taniej wełny), koszula miała przemyślany krój kołnierzyka, a krawat z jedwabnego rypsu nie był nachalnie połyskujący. Przemyślane, choć banalnie proste.

A jednak, nawet nie w doskonałym panowaniu nad szczegółami był pies pogrzebany. To może w dopasowaniu? Garnitur nie był szyty na miarę, koszula już pewnie tak. Dopasowanie było bardzo dobre, co jest przywilejem osób o nienagannej sylwetce.  Jednak też nie w tym było sedno.

Chodziło o coś innego. O stosunek noszącego do jego ubrania. Patrząc na tego człowieka było jasne kto jest szefem w duecie – on i jego garnitur. To było ewidentnie codzienne ubranie, noszone po prostu jak każdy inny ciuch. Nie było w tym celebry, nie było w tym napięcia, nie było w tym kostiumu. Widać było, że dla tego człowieka przyzwoite odzienie jest częścią codziennej rutyny, stylu życia, w którym ubrania nie mają zbyt wysokiego priorytetu. Są dobre, bo każda rzecz w życiu tego człowieka jest na pewnym poziomie. Ten zwyczajny zestaw działał na wyobraźnię. Kim jest ten mężczyzna? Co robi? Na kogo czeka? Jest Polakiem czy obcokrajowcem? Żadne z tych pytań nie dotyczyło ubioru. Ubranie było w pewnym sensie niewidzialne.

To właśnie był dla mnie dobrze ubrany mężczyzna. Takie ubranie nazywam drugą skórą.