Menu Shop-online
13 marca 2014 r. TEKST: Wojciech Szarski

Pochwała dandysa

Krzysztof Mędrzycki, mój rozmówca, psychoterapeuta psychoanalityczny, obserwator duszy dandysów, miłośnik tradycyjnych przyborów do golenia, zegarków, kordzików i krawatów, zaczyna swoją gawędę. W atmosferze tajemniczości, jakby w towarzystwie talerzyka do wywoływania duchów, przystąpiliśmy do rozmowy o ubraniu, a raczej projekcji człowieka, o jego drugiej skórze.

Żeby tylko nie wyszła z tego kuchenna psychoanaliza. Łatwo uprościć i zrobić z szafy pochwę. Mój rozmówca zastrzega, że rozmowa nie ma charakteru poważnej analizy, że do prawdy o człowieku można dojść tylko w trakcie długoterminowej terapii.

W atmosferze tajemniczości, jakby w towarzystwie talerzyka do wywoływania duchów przystąpiliśmy do rozmowy o ubraniu, a raczej projekcji człowieka, o jego drugiej skórze.

Krzysztof Mędrzycki, mój rozmówca, psychoterapeuta psychoanalityczny, obserwator duszy dandysów, miłośnik tradycyjnych przyborów do golenia, zegarków, kordzików i krawatów zaczyna swoją gawędę.

– Co można powiedzieć o dandysach?

Że to osoba przesadnie troszcząca się o swój wygląd. To zawsze ma sens, tak jak dmuchanie balona. Tu dochodzi do głosu nasza narcystyczna natura, ale jest narcyzm destrukcyjny i ten dobry.

– Jak to?

Jeśli służy relacji, trosce o siebie i innych, okazania szacunku, czy dzieleniu się wiedzą, jest dobry. Jeśli służy pokazaniu wyższości nad innymi- ja jestem kimś, ty jesteś zerem- wtedy jest zły. Znałem człowieka, dandysa, który nie mógł ze względu na tuszę nosić już swoich drogich, szytych na miarę ubrań. Rozsądnie było się z nimi rozstać, ale nie mógł sobie wyobrazić, że ktoś je będzie nosił. Wolał je wyrzucić, niż oddać.

W ubraniu dandysa zawsze będzie jakaś przesada… jakiś nadmiar, nawet jeśli piękny i gustowny. Zresztą, prawdziwy dandys będzie nim nawet w domu. Nie będzie przebierał się  w nim w naciągnięty dresik. Są oczywiście mężczyźni dobrze ubrani, dla których ubranie jest tylko i wyłącznie częścią służbowego wizerunku, uniformu.  Dandyzm to stan umysłu, to całkowita spójność wizerunku ze światem wewnętrznym. Projekcja na zewnątrz pokazuje dokładnie to co w środku.

– W takim razie co może ubiór powiedzieć o innych sferach życia?

Klasyczna moda brytyjska to trzymanie się kanonu. Robienie wszystkiego by the book. Co nam to mówi? O pewnej sztywności psychicznej. Szczegół tkwi w dodatkach. Czy przełamujemy stereotypy, czy poszukujemy nowych doznań.

Kiedy obserwuję polskich polityków, widać pewną stereotypię… Wszyscy są ubrani bardzo podobnie.  Traktują ubiór jak przebranie. Nie ma troski o wygląd, zdrowej troski o siebie. Tylko niewielu się wyróżnia. Bo jakich polityków wyróżniających się strojem możesz wymienić?

– Są politycy którzy mają swój styl i go manifestują jak Rostowski, Sikorski, Kalisz, Kawaśniewski… Oni mają swój styl. Nie mówię, że wszyscy dobry, ale jakiś.

Zobacz nawet nie jesteśmy w stanie przywołać więcej nazwisk. Tylko ci którzy wyróżniają się strojem. Albo bym widział po skrajnościach- źle ubrany, wyraz dysharmonii, albo dbający o siebie.  To nie jest kwestia dobrze źle ubrany, ale kwestia ubrany w zgodzie albo nie zgodzie z ego czyli swym wewnętrznym JA. Myślę tu o Kuroniu, który się odziewał, ale był w zgodzie ze swoim ego. I to był dobry znak. Był konsekwentny. Wieczny buntownik.

– Polityk manifestujący swój styl- wysyła dobry sygnał?

W całym tym środowisku libido  (energia psychiczna nadająca nam pęd i energię) jest umieszczone w polityce. Tylko niektórym to przemieszcza się na troskę o sobie.  Jeśli ktoś jest w stanie troszczyć się o sobie, jest  w zgodzie z sobą. On się podzieli. Dla siebie weźmie, ale i innym da dzieląc się. Jak masz miłość własną, to skapnie też dla innych. Nie będziesz jak pies ogrodnika. Źle ubrany polityk znamionuje kłopoty- oddzielenie się lub rozszczepienie od swojego ja. Między innymi coś takiego może nam powiedzieć strój człowieka.

– Sikorski?

Poprawnie ubrany, ale kostycznie. Od linijki. Wg. mnie nie jest ubrany w zgodzie z sobą. To jest strój dyplomatyczny. Przebranie.

– A ja myślę, że on w gruncie rzeczy taki jest. Bardzo correct, ale sztywny.

No to przynajmniej nie mamy wariata przed sobą, tylko kogoś wewnętrznie spójnego.

– Palikot? Dawniej łatwo było powiedzieć, że jest najlepiej ubrany.  To była pierwsza osoba, która przychodziła do głowy.

Palikot jest w swoistej depresji, ale nie rozumianej jako stan kliniczny. Raczej jako stan, działanie poniżej możliwości. Nie wiem czy to jest element gry politycznej, czy on będzie teraz proletariuszem i w związku z tym się źle ubiera. Nawet na plakacie podwija rękawy robotniczo ponad łokieć.

– Ale to nam mówi, że to jest wystudiowana kreacja.

Ale może nie… bo w jego zachowaniu widać jakiś rodzaj wygaśnięcia. Braku energii.

– Palikot jest też w depresji w sondażach. Przy następnych wyborach się już pewno nie załapie.

Przywdział skórę socjalisty, ale się w niej źle czuje.  Tak długo jak nie będzie spójny wewnętrznie, tak długo nie odniesie politycznego sukcesu. To widać po sondażach. Jak był kolorowym ptakiem, z poszetkami wystającymi z kieszonki, to szedł jak burza. Był widoczny. Kraśniał, to było jego. W zgodzie ze sobą. Jak się wypowiadał i potrząsał penisem, to było jego.

– Prezydent Komorowski?

Widać straszną ambiwalencję. Ciągnie go do lasu. Stara się, ale widać, że w gruncie rzeczy o to nie dba.

– Kalisz do dla mnie przykład człowieka ubranego fatalnie i dosyć drogo, ale absolutnie w zgodzie ze sobą. Z tą dobrą miłością własną, o której mówiłeś. Lubi siebie. To jest człowiek wewnętrznie spójny.

Czasem patrzę na działaczy, którzy przemykają przez Wiejską. Odbiegają od reszty społeczeństwa brakiem troski do siebie. Wyjątków jest bardzo niewiele. Libido umieszczone w polityce. To wyraźnie widać.

– Porozmawiajmy proszę o różnicach w stylu różnych narodów. Właściwie dwóch- Włochów i Anglików, bo tam style narodowe są najbardziej ukształtowane. Dałoby się je wręcz skodyfikować.

Włosi miłość do siebie mają we krwi, ale to też kwestia wychowania. Struktura włoska opiera się na rodzinie. W Anglii ważniejsze są małe struktury lokalne. Co sąsiedzi powiedzą. Potrzeba aprobaty społecznej jest większa.

– Może dlatego szkoła krawiecka włoska jest inna. Na miękko, oczywiście klimat jest ważny, ale może też ten element psychologiczny? Ubranie, które jest lekkie, miękkie,  znika na tobie.

Tak, bo tam skóra właściwa i ubiór są takie same. Nie ma przebierania się. Jest ogromny wpływ rodziny. Syn uczestniczy w rytuale ubierania się ojca. Czerpie inspiracje. Ale założy jeszcze do tego bransoletkę od babci, szaliczek prezent od cioci itd. Rodzina jest ważna.

– Polacy z kolei ciągle szukają swojego stylu.

Więcej. W Polsce poszukuje się tożsamości.

– Coś w tym jest.  Kiedy na blogu pisałem bardzo sztywno o zasadach- tak ma być, tak jest poprawnie, a tak nie jest- to był szczyt popularności bloga. Kiedy zmieniłem ton na- róbcie co chcecie tylko z głową- to dało się odczuć spadek.

Bo Polacy potrzebują zasad, odtworzenia pewnego świata. Twoi czytelnicy źle zareagowali na twoją plastyczność, poczuli się zagubieni. Anglicy są spójni, Włosi też, a Polska jest krajem w którym tożsamość się dopiero wykształca. Potrzebujemy korzeni, dziadków, herbów. Jakiś świat zaginął… Próbujemy go odtworzyć. Moherowe berety to też element budowania tożsamości pewnej grupy ludzi. Te kobiety mają potrzebę identyfikowania swojej tożsamości. W pewnym sensie są dandyskami, bo świadomie budują swój wizerunek i widać u nich troskę o siebie. Czasem są ubrane bez gustu, ale widać spójność. Zresztą te mohery bywają fantastyczne, w pięknych kolorach, ręcznie wydziergane. One się w ten sposób poznają i  identyfikują. Jak my po poszetkach. Ale jeśli miłość zostanie umieszczona w moherze, czy poszetce to już jest destrukcyjne, bo to się staje fetyszem.

– Dziękuję za rozmowę.