Menu Shop-online
20 kwietnia 2015 r. TEKST: Wojciech Szarski

Chuligan w garniturze – Aston Martin

Najmocniejszy i najbardziej niepoprawny model w historii Astona Martina na pustych ulicach Warszawy, do tego dwa zestawy ubrań- Jeden w stylu City, drugi w stylu Country we wspólnym przedsięwzięciu magazynu KMH i Macaroni Tomato Warszawa.

Macaroni Tomato Warszawa dla magazynu  KMH przygotował tekst o angielskim stylu, redakcja KMH dla naszych czytelników tekst o tym unikatowym aucie.  Więcej zdjęć z ubraniami Macaroni Tomato Warszawa znajdziecie na naszym profilu FB i oczywiście na stronach magazynu KMH. Zapraszamy do lektury gościnnego tekstu Mateusza Żuchowskiego.

v12vantage-20

To stwierdzenie może się wydawać banalne, ale Aston Martin naprawdę nie jest typowym producentem samochodów. Oczywiście, oferowanie już od 101 lat wytrawnych wozów sportowych dostępnych wyłącznie dla elity społeczeństwa już samo w sobie buduje szczególną otoczkę wobec tej niewielkiej brytyjskiej firmy, ale obdzierając ją z całego sentymentu i ideologii pozostaje po prostu kolejnym twórcą szybkich samochodów, jakich historia zna już bardzo wiele.

Aston Martin jednak zawsze był szczególny – od sięgających jeszcze przedwojnia wielkich tryumfów w sporcie (należy do wąskiego grona zwycięzców prestiżowego 24-godzinnego wyścigu Le Mans), przez służenie najsłynniejszemu agentowi Jego Królewskiej Mości aż po obecną ofertę, w której obok typowych wozów sportowych znajduje się czterodrzwiowa limuzyna i małe autko miejskie. Brytyjczycy czasem bardziej, a czasem z mniej własnej woli nie wpisywali się i nadal nie wpisują w archetyp twórcy wozów sportowych pokroju Ferrari czy Porsche.

Podstawą działalności marki pozostają jednak niezmiennie zachwycająco piękne i przepełnione mocą coupe typu gran turismo – klasyczne zarówno pod względem idei… jak i technologii w nich zawartych. Tak naprawdę, w długiej historii marki było tyle samo wzlotów, co upadków – z dołka wyciągał ją już w latach dwudziestych Hrabia Louis Zborowski, w dziewięćdziesiątych – globalny koncern Forda. Od siedmiu lat Aston Martin jest w oryginalnej sytuacji – pozostaje właściwie jedynym na świecie poważnym producentem samochodów sportowych, który nie należy do żadnego z koncernów samochodowych, na zapleczu finansowym i doświadczeniu technologicznym którego mógłby polegać. W najbliższych latach będzie nasilała się wymiana myśli ze sportową dywizją firmy Mercedes-Benz – AMG, ale póki co Aston Martin nie ma wyjścia jak pozostawać w swojej roli osobliwej i niepodległej nikomu brytyjskiej manufaktury.

v12vantage-2-9 v12vantage-auto-5

Ma to swoje złe, ale i dobre strony. Brytyjczycy zwyczajnie nie mają środków i możliwości, by porywać się na tę całą marketingowo-ekologiczną hipokryzję, która dotyka już nawet ten ostatni bastion samochodowego puryzmu. Brytyjczycy jeszcze długo nie będą obiecywać ratowania lasów i przekonywać o konieczności przejścia na napęd elektryczny, w zamian walcząc o rząd dusz kampanią startów w wyścigach i goniącymi za wielkimi mocami, ryczącymi silnikami, które przyprawią o dreszcze nawet tego, który miał już kontakt z mezzosopranem włoskiego V8 i niemieckim techno sześciocylindrowego boksera.

Brytyjczycy jeszcze długo nie będą obiecywać ratowania lasów i przekonywać o konieczności przejścia na napęd elektryczny

Tak, wiek podwozi i silników obecnych modeli Astona oscyluje już wokół dekady i zaczyna je dzielić coraz większa przepaść od oferującej już kosmiczne technologie czołówki segmentu. Ale niewielka grupka inżynierów z Gaydon ewoluuje tę podstawę w zaskakująco udany sposób – w modelu DB9 krok po kroku wymieniła praktycznie wszystkie części jego imiennika z 2004 roku, a mniejszy model Vantage już dziewiąty rok chwyta się różnych trików, by pozostać w kręgu zainteresowania osób rozglądających się za czymś szybkim i pięknym.

W tym roku takim trikiem była premiera wersji V12 Vantage S. To ewolucja modelu z 2009 roku, który powstał według starej, dobrej i prostej zasady – weź najmniejszy samochód, wsadź do niego największy silnik jaki masz i trzymaj kciuki, żeby okazał się szybki. I jak szybki się on okazał… Ze stylowego i orzeźwiająco żwawego środka codziennego transportu, Vantage stał się w jednym momencie aroganckim i prychającym ogniem z rur wydechowych, przeraźliwie brutalnym superautem. Aston Martin odważył się zrobić to, na co nie starczyło czelności Włochom (a co dopiero Niemcom), tworząc klasę samochodów samą w sobie.

v12vantage-auto-19 v12vantage-auto-31

Jeszcze więcej siły przekazywanej na tylne koła tego krępego coupe było chyba ostatnią rzeczą, której V12 Vantage potrzebował, ale dodana w tym roku literka S zwiastuje właśnie to: dodatkowe 56 KM i 50 Nm podnoszą podstawowe dane techniczne do trudnych do wyobrażenia 573 KM i 620 niutonometrów maksymalnego momentu obrotowego. Pochodzą one z silnika o wielkości czterech motorów samochodów normalnie spotykanych na ulicach i najbardziej szlachetnej z konfiguracji: dwunastu cylindrów ułożonych widlaście. Tak jak cała reszta samochodu, silnik jest składany ręcznie w miejscowości Gaydon w dawnej jednostce RAFu, która wcześniej była miejscem narodzin słynnych brytyjskich bombowców z serii V.

Najważniejszą innowacją jest tu jednak zmiana skrzyni biegów – z sześciobiegowej przekładni ręcznej na siedmiobiegową przekładnię zautomatyzowaną. Brzmi cywilizowanie, ale nie jest to jeden z tych dwusprzęgłowych automatów, które powoli stają się standardem wśród sportowych samochodów. Tu zamiast jej niezauważalnie gładkich i szybkich przejść między biegami, kierowca raczony jest bezpardonowymi szarpnięciami i uderzeniami w plecy przy wejściu każdego kolejnego biegu. Znaczna część brutalnej siły napędu jest obecna nie dopiero gdzieś tam po długim czekaniu z prawą nogą wciśniętą w podłogę, ale od samego początku – właściwie od momentu obudzenia do życia tego sześciolitrowego V12 poprzez wsunięcie w konsolę środkową kawałka kryształu występującego tu w roli kluczyka. Wielka siła zalewa więc tylne koła w każdym momencie, co w połączeniu z krótkim rozstawem osi czyni ten samochód nawet nie tyle podchwytliwym w prowadzeniu, co sprawiającym wrażenie, jakby przy każdym momencie nieuwagi kierowcy chciał mu wyrządzić krzywdę. Bardzo bolesną krzywdę.

v12vantage-auto-23 v12vantage-auto-36

Ten szczególny rodzaj Vantage’a po prostu przeżywa męczarnie jadąc powoli i nie kryje swojego niezadowolenia. Trzeba się odważyć złapać go za rogi, spojrzeć tej wielkiej mocy prosto w oczy i ośmielić się ją wykorzystać, by wszystko zaczęło się składać w idealną całość. Cudownie charyzmatyczny silnik z przerażającą skutecznością w każdym momencie podrywa ten nie taki znowu lekki samochód i rozpędza do wielkich prędkości w akompaniamencie wściekłego, metalicznego ryku. Żadna droga nie jest za krótka, by osiągnąć na niej 100, 200 km/h… czy w końcu przekroczyć magiczną granicę 300 km/h. Vantage’owi z rozbrajającą lekkością przychodzi nie tylko osiąganie wielkich prędkości, ale i ich utrzymywanie – opracowane na podstawie programu wyścigowego marki zawieszenie i ceramiczne tarcze układu hamulcowego przemieniają tego brutala w profesjonalnego, beznamiętnie precyzyjnego atletę.

V12 Vantage S to taki samochodowy Vinnie Jones – nie można mu odmówić wręcz pociągającej elegancji, ale jednak nikt nie chciałby go spotkać w ciemnym zaułku. Potrzeba dłuższej chwili, by rozpoznać kryjącego się pod tym wdzięcznym poszyciem barbarzyńskiego osiłka. Może się wydawać, że karoseria eleganckiego coupe to tylko efekt uboczny transplantacji ciała z wcześniejszego modelu Vantage z silnikiem V8, ale nawet z tymi zdradzającymi sportowe aspiracje detalami Vantage V12 pozostaje bardzo urodziwy, i to w takiej subtelnej, delikatnej wręcz formie. Niewiarygodnie długie dziewięć lat po premierze projekt Henrika Fiskera (obecnie bardziej znanego autorskiego samochodu Fisker Karma) dalej pozostaje bardzo aktualny i pięknie ilustruje surowe wyobrażenie brytyjskiego GT, którego siła przekazu opiera się na sentymentalnych proporcjach i smukłych liniach, tylko gdzieniegdzie przeplatanych wyjątkowej urody szczegółami, jak wyciągniętymi łabędzimi szyjami lusterek bocznych czy zarezerwowanymi tylko dla tej wersji połaciami gołego włókna węglowego.

v12vantage-moda-6v12vantage-moda-5v12vantage-moda-2

Przy tak przytłaczającej pracy mechaniki model ten do jazdy na co dzień nadaje się raczej tylko dla świadomych użytkowników, za to mało jest innych samochodów tak przyjemnie sprawdzających się jako weekendowa zabawka lub kompan kontynentalnej podróży. Nawet pomimo swojej bardzo ściśle określonej osobowości, to nadal samochód wielu talentów – świetnie odnajdzie się i na torze wyścigowym, i przed hotelem czy teatrem. Uchylane pod delikatnym kątem imitującym podrywane do lotu skrzydła ptaka drzwi otwierają drogę do niewielkiego, ale zaprojektowanego z wyjątkową klasą wnętrza. Bardzo niska pozycja za kierownicą i brak szczególnych wygód to przyjemne kompromisy, na które trzeba się w tym segmencie nastawić. Nagrodą są bowiem rozwiązania, których nie znajdzie się w żadnym innym typie samochodów – ekstrawaganckie połączenia kolorystyczne, przeciwsobnie obracające się wskazówki prędkościomierza i obrotomierza czy w końcu dumnie błyszczące pedały i podnóżek z perforowanej stali. Projekt kabiny najgorzej z całego samochodu radzi sobie ze starzeniem, ale to nadal bardzo szczególne miejsce do przebywania z tą pachnącą tapicerką ze skóry Connolly, miękkimi dywanikami Wilton i doskonałym nagłośnieniem Bang&Olufsen.

V12 S pozostaje wspaniałym dowodem wielkości Astona Martina nawet w czasie, gdy pozostawiona sama sobie marka stoi przed wieloma wyzwaniami. Tworzy samochody daleko bardziej imponujące, niż powinno to być możliwe przy jej stosunkowo skromnych możliwościach. Dlatego nawet wobec tak perfekcyjnych konkurentów nie sposób nie czuć słabości i zachwytu do V12 Vantage’a S właśnie takiego, jakim okoliczności go stworzyły.

tekst: Mateusz Żuchowski (KMH) zdjęcia: Konrad Skura

Więcej zdjęć z sesji znajdziesz na naszym profilu na Facebook